SMITH&WESSON 2206

         SMITH&WESSON MOD. 2206

 

         Niewiele współczesnych pistoletów sportowych dorównać może kontrowersyjną stylistyką modelowi 2206. Nie dość, że doświadczony potentat pozwolił sobie na zbudowanie skomplikowanego dziwadła, to jeszcze wycofał go z produkcji po niespełna dziesięciu latach, pozostawiając użytkowników bez zaplecza części i serwisu.

         S&W 2206 na pewno nie grzeszy finezją, celnością nie dorównuje konstrukcjom stricte tarczowym, a rozkładanie na główne podzespoły przyprawia o zawrót głowy niedoświadczonych strzelców. Po pobieżnych oględzinach i trudach rozbiórki do podstawowego czyszczenia przychodzi tylko myśl: "Czy bardziej skomplikować bocznego zapłonu już się nie dało?".

          Do testu otrzymaliśmy broń używaną, która choć w dobrym stanie technicznym, nosiła ślady bardzo niefachowej rozbiórki i nieprecyzyjnej pracy ostrym śrubokrętem. A pistolet nie należy do łatwych w naprawach – to jedna z bardziej skomplikowanych konstrukcji, zasobna w płaskie elementy mechanizmu spustowego, blaszane, sprężyste szyny, sprężynki i kołeczki. Wydaje się, że każdy rewolwer S&W przy 2206 jest prostszy w rozkładaniu do zera. Zadziwia też skomplikowana forma samego szkieletu pełna, z grubsza wyferezowanych, zakamarków i nacięć, choć bardzo solidna i masywna. Podobnie rzecz ma się z lufą, która wraz z prostopadłościenną komorą nabojową i cylindrycznym występem dla prowadnicy zamka stanowi "zadziorny" monolit.

          Aby rozłożyć całkowicie 2206 należy posiadać trochę wiedzy o budowie mechanizmów precyzyjnych i dużą dawkę cierpliwości – można coś złamać, wygiąć a szczególnie zgubić. Bez wiedzy fachowej i znajomości odpowiednich sekwencji wybijania kołków, podważania blaszek, wyciągania elementów mechanizmu uderzeniowego, nie bierzmy się za całościowe rozkładanie. Jakie są w ogóle powody pełnego rozłożenia – pistolet ma tyle zakamarków, a nabój bocznego zapłonu jest na tyle brudzący, że broń po intensywnym ostrzale wymaga gruntownego mycia. Należy jednak pamiętać, że boczny zapłon nie lubi zbyt dużych ilości smaru, tutaj olejona powinna być tylko prowadnica zamka i mechanizm uderzeniowy. Pistolet ma tendencje do kopcenia wewnątrz ze względu na specyficzną konstrukcję – dolna lufa wyrzuca nagar bezpośrednio do komory spustowej, a wewnętrzny kurek jest zamknięty przez zamek.

 

            Pistolet ogólnie ma rzadziej spotykane rozwiązania – lufa osadzona jest bezpośrednio nad spustem – to jednak ogromna zaleta, bo broń ma znikomy podrzut, a ze względu na słaby nabój i dużą masę (aż 1090 g bez magazynka) nie występuje zjawisko odrzutu. Pozostając przy wymiarach broni – 2206 to duży pistolet, szczególnie imponująco prezentuje się testowana wersja z lufą 6”. 250mm długości, 135mm wysokości, szerokość w granicach 40mm (wartość dla chwytu) i masa broni załadowanej bliska 1200g pretendują tę broń do ćwiczeń gimnastycznych, a przynajmniej dla osób o silnej ręce i mocnym barku. Wszystkie 2206 posiadają regulowaną w dwóch płaszczyznach szczerbinę. Mucha jest dość pokaźna, w standardzie o zarysie prostokątnym, jednak w naszym egzemplarzu była ścięta w ostry trójkąt, co nie sprzyjało precyzji ze względu na formę odwróconego, dość szerokiego trapezu w obrysie szczerbiny.

            Pistolet ze względu na masę jest z kolei przyjemny w szybkim ostrzale, sprzyja też układ chwytu nawiązujący do klasycznego Colta 1911. Broń, pomimo dość pękatej rękojeści, leży w dłoni komfortowo – ta trafia nisko pod ogon bobra. Wielką zaletą jest wyprofilowany pod palec wskazujący słabszej ręki kabłąk – biorąc pod uwagę ten fakt, jak i dolną lufę z możliwością założenia urządzeń wylotowych, wysoko umieszczone przyrządy celownicze oraz pojemny 12 nabojowy magazynek, można wnioskować, że to chyba nie jest broń tarczowa…

          Tak naprawdę nie wiadomo, jaki cel przyświecał konstruktorom 2206 i jego pochodnych. Na pewno nie jest to pistolet tarczowy, bliżej mu do broni specjalnej, z kolei skomplikowana konstrukcja, sposób rozkładania, nadmierna ilość delikatnych i drobnych części, bezpiecznik magazynkowy zupełnie nie pasują do warunków pola walki.            

             Skupienie na tarczy też jest średnie, można zmieścić się w polu 150 mm na 25 metrach, jednak nie liczmy na wiele. Brak tu regulowanego spustu o wartości 1000g (tutaj ok. 1500 - 2000) czy profilowanego chwytu. Z tej broni nie zrobimy sportowca, jednak w zawodach amatorskich powinna się sprawdzić. Wyposażyć jej legalnie w tłumik dźwięku też nie można, zostaje więc ciężki kawał nierdzewnej, szczotkowanej stali do ćwiczeń, szybkiego ostrzału i nauki budowy broni – bo na S&W 2206 można się wyszkolić. Już podstawowy demontaż zamka wymaga specjalnego „wytryszka”, który dodawany był fabrycznie, a służy przytrzymaniu sprężyny powrotnej w celu ściągnięcia rygla łączącego zamek z prowadnicą na górnej części lufy. Z braku owego wytrycha można użyć łuski odpowiedniej długości lub poradzić sobie chałupniczym sposobem, jednak bez pomocy odpowiedniego elementu odryglowującego nie ściągniemy zamka z prowadnicy.

 

         Zamek pracuje nad lufą i obejmuje cylindryczny występ wyfrezowany w górnej partii tejże lufy, jest przytrzymywany w czole szkieletu przez stalową prowadnicę ze sprężyną. Tę prowadnicę należy usunąć, wcześniej wyciągając rygielek umieszczony w monolicie zamka. Po ściągnięciu zamka możemy odkręcić śruby okładek chwytu. Pod lewą okładką znajduje się pokrywa mechanizmu spustowego i uderzeniowego – otwarcie tej jednak przemyślmy, bo rozebranie całości wymaga pewnych umiejętności i logiki działań. Przykładowo, w celu wyciągnięcia lufy należy pozbawić broń mechanizmu spustowego i zabezpieczającego, również mechanizmu uderzeniowego oraz odkręcić nakrętkę utrzymującą lufę w przedniej części szkieletu.

         Konstrukcja ogólnie wydaje się być nadmiernie skomplikowana, szczególnie pracochłonna w obróbce, jednak po bliższym obcowaniu okazuje się, że to solidny kawał żelastwa na frezowanych stalowych podzespołach. Obok braku prostoty można 2206 zarzuć duże niedoróbki wykończeniowe wnętrza, np. ślizg nabojowy wygląda na obrabiany z grubsza pilnikiem, komora spustowa czy wnętrze zamka noszą bardzo wyraźne ślady ostrych frezów – z drugiej strony ma to tylko znaczenie estetyczne.

           W naszym egzemplarzu wadą był bezpiecznik magazynkowy, który czasami nie podnosił się na przetłoczeniu magazynka i rozłączał niespodziewanie szynę spustową. Poradzić można sobie z tym problemem na kilka sposobów - pozbawiając bezpiecznik dociskającej sprężyny i wyłączając go zupełnie, usuwając dźwignię bezpiecznika na stałe lub powiększając przetłoczenie na magazynku. 

           Na marginesie, 12 nabojowe magazynki są wykonane bardzo solidnie, świetnie wykończone, polerowane, stalowe. Pewnym dziwactwem jest umieszczenie zatrzasku magazynka w przedniej, środkowej części chwytu i obsługiwanie go środkowym palcem dłoni strzelającej - co ciekawe, rozwiązanie to wydaje się być równie szybkie jak klasyczny zatrzask boczny. 

          Ogromną wadą jest brak możliwości zrzucenia napiętego kurka i każdorazowe strzelanie na sucho w celu zwolnienia sprężyny uderzeniowej – nie dziwią częste przypadki łamania iglicy w tym modelu. Broń posiada bezpiecznik skrzydełkowy na lewej części szkieletu, oddziela on szynę spustową od kurka przy odciągniętym kurku, podobnie działa bezpiecznik magazynkowy, który jednak wydaje się być zbędnym dodatkiem – zdecydowanie bardziej przydatny byłby dekoker. Pistolet strzela oczywiście wyłącznie w systemie SA, kurek jest zakryty, odwodzimy go tylko poprzez przekoszenia zamka.

          Jaki S&W 2206 jest, każdy widzi – wygląda przeciętnie, strzela przeciętnie. Pociesza fakt, że to raczej bardzo trwała i solidna broń, z drugiej strony mnogość drobnych rozwiązań, zupełny brak serwisu i zamiennych części, może zastanawiać nad powodzeniem tej konstrukcji w przyszłości. Ceny używanych 2206 lub wersji pokrewnych opartych o model 422/622 na szkielecie aluminiowym oscylują w granicach 1500 zł. W USA bronie te sprawdzają się jako podstawowy pistolet sportowy lub plinker gun z możliwością bezinwazyjnego montażu tłumika dźwięku – przyrządy są przecież umiejscowione wysoko nad dolną lufą…        

 

* Na fotografii powyżej 2206 niestety tylko z wiatrówkową atrapą tłumika