WALTHER P99 QA

WALTHER P99QA

 

             Koniec XX wieku w dziedzinie broni wyznaczył ścisły trend pistoletu defensywnego w oparciu o szkielet z polimeru. Lata 80 – te zaowocowały plastikowym Glockiem, który stał się symbolem tej kategorii broni palnej. Inne firmy pozazdrościły sukcesu brzydkiego kaczątka i masowo zaczęły rodzić się polimerowe Hecklery, Colty, Smithy. Nawet konserwatywne dotąd środowisko zza eks - żelaznej kurtyny obrodziło w leciuchne Cezetki, Wisty i kaukaskie jadowite Giurzy. Modzie nie oparł się też podupadający kolos z Turyngii – Walther, obecnie wchodzący w skład koncernu Umarexa.

           Do krótkiego testu, dzięki uprzejmości klubowego kolegi, otrzymaliśmy P99 w wersji Quick Action. P99 QA różni się od podstawowej wersji zastosowaniem mechanizmu spustowego z wyłącznym samonapinaniem. Oznacza to, że w P99 AS strzelimy zarówno w systemie double action z siłą oporową spustu ok. 20 niutonów (droga języka spustowego wynosi tylko 5 mm), jak i z single action z siłą ustawioną fabrycznie na 50 niutonów (droga języka wynosi 14 mm), zaś P99 QA ma tylko samonapinanie mechanizmu uderzeniowego wyposażonego w bijnik ustawione na 3,2 kg i drogę spustu tylko 7 mm – pierwsze 3 mm to droga bez oporu, kolejne wymusza strzał.*

         Pistolety serii 99 posiadają mechanizm zwany antystresowym – w praktyce oznacza on długą drogę spustu przy samonapinaniu wykluczającą pomyłkowe ściągnięcie języka spustowego w sytuacji nagłego zagrożenia.   

          Pistolet ma polimerowy szkielet wyposażony w nowość - jak na lata 90 – te – wymienne panele chwytu. Warto to odnotować, bo Glock nakładki chwytu wprowadził dopiero w IV generacji!  Chyba naturalną konsekwencją rzeczy są porównania do G17, bo oba pistolety są od lat konkurentami w wyposażeniu formacji mundurowych Europy, a wersja QA została zbudowana jako ekwiwalent G17 strzelający również tylko z samonapinania. W G17 siła spustu wynosi ok. 2,2 niutona.*

          Walther P99 jest jednak zdecydowanie zgrabniejszą bronią, jest też bardziej ergonomiczny od G17. Wymienne panele chwytu pozwalają na dobranie odpowiedniej jego wielkości. Chwyt jest poza tym świetnie wyprofilowany, ma niezbędną ilość rowkowania, nacięć i wypustków. W przedniej części nowsze wersje posiadają szynę zgodną ze standardem Picatinny, starsze, również testowana, były przystosowane do oprzyrządowania waltherowskiego. Podobać się może wbudowany w kabłąk zwalniacz magazynka, oryginalny, ale też bardzo praktyczny.

                 Nowsze wersje posiadają dłuższe ramię owego zwalniacza – łatwiejsze do obsługi palcem wskazującym. Zatrzask zamka jest wygodny, płaski i dokładnie tam, gdzie trzeba. P99 QA posiada w miejsce dużego dekokera – czyli zwalniacza napiętej iglicy – tylko szczątkowy przycisk. W tej wersji ponoć ma służyć wyłącznie do bezpiecznego zrzucenia bijnika, który na swym końcu ma stały grot iglicy, np. przed rozkładaniem broni. Gdyby nam się zdarzyło uruchomić go w momencie napiętej iglicy, nacisk na język spustowy będzie bezcelowy – strzał nie padnie, ta wersja działa wyłącznie z samonapinania. Należy zatem odciągnąć o kila milimetrów zamek, by ponownie napiąć sprężynę uderzeniową. Podobno sztuczka minimalnego napinania zamka udaje się komandosom przy wyciąganiu broni z kabury udowej…

            Pistolet działa na zasadzie krótkiego odrzutu lufy przez przekoszenie w płaszczyźnie pionowej, ryglowanie następuje dzięki prostopadłościennej komorze nabojowej wchodzącej w wycięcia okna wyrzutowego. Przekoszenie wymusza występ w szkielecie współpracujący z brodą lufy. Automatyka, można więc powiedzieć jest już klasyczna, działanie jak w Glocku. Różnicą jest zatrzask do rozkładania broni – w P99 jest bardziej cywilizowany i nie połamiemy na nim paznokci.

            Celność broni stoi na wysokim poziomie, właściciel osiąga bardzo dobre wyniki (osiąga je jednak również na każdym innym typie broni, choć podkreśla, że to ten idealny…). Należy zaznaczyć, że piszący artykuł zakłada, że większość współcześnie produkowanych pistoletów strzela bardzo celnie na standardowej osi i należy je rozpatrywać raczej pod kątem indywidualnych potrzeb, ergonomii, masy, automatyki i estetyki, stąd celem tych testów jest ogólne wrażenie, recenzja i ewentualna pomoc w wyborze pierwszej broni.

          P99 to dobry pistolet obronny, odpowiednik Glocka 17/19, czyli kompaktowej rodziny broni. Chyba idealny do samoobrony, waży ok. 600 g -  nawet z załadowanym magazynkiem nie powinien zmęczyć właściciela. W stare magazynki wchodzi 16 dziewiątek, w nowe - 15. Magazynki są bardzo solidne, stalowe, polerowane, wyróżniają się na tle wykończenia matowego broni. Mają jednak dość ostre szczęki i twardą sprężynę, i w tej kategorii wciąż wygrywa CZ 85 Combat dający się załadować po brzegi bez stresu.  

           Sporo złego ostatnio można było usłyszeć o P99 z radomskiego Łucznika. Broń od oryginału różni wykonanie lufy metodą kucia na zimno, czyli powinno być lepiej. Problem jednak leży po stronie strzelania na sucho, do czego w P99 powinien zawsze być wykorzystywany dekoker. Brak tego nawyku kończy się pęknięciem centralnej części czoła zamka i wybiciem zespołu uderzeniowego wraz z zaślepką prosto w twarz strzelca. Ponoć problem ten dotyczy tylko broni radomskiej, co niestety źle świadczy o rodzimej produkcji. Testowany pistolet pochodził z 2003 roku z fabryki w Ulm i zachował w pełni sprawną automatykę. Widoczne ślady zużycia dotyczą zdartej oksydy – to niezbyt mocna strona Walthera, podobnie jak plastikowe przyrządy celownicze, które w nowszych wersjach są stalowe. Obecna generacja P99 różni się wyglądem, inną szyną do oprzyrządowania, praktyczniejszym radełkowaniem zamka, zaokrąglonym kabłąkiem. 

         Czy warto kupić P99QA? Byłoby warto, gdyby nie cena… Za wersje QA na grudzień 2016 trzeba wyłożyć 3500 zł. Za taką kasę można wziąć G17 III/IV generacji i używanego back – up guna, np. małe Rossi lub Astrę 680 w kal. 38, lub stalowego Firefoxa Astry 75, i zostanie jeszcze na amunicję… Z kolei klasyczne AS z Radomia znajdziemy za 2 tys. zł – nowe (sklep Progress z Tomaszowa Lubelskiego - spory wybór i na dodatek dobre ceny!). Ten sam model z Ulm kosztuje ponad 3,3 tys. zł. Jak widać ceny zależą od miejsca produkcji.

          Podsumowując, P99 to dobry wybór, szczególnie jeśli ktoś potrzebuje broni do noszenia na co dzień. Lekki, zgrabny, bezpieczny nawet z nabojem w komorze (pistolet nie ma nastawnych zabezpieczeń, ale posiada blokadę iglicy, bezpiecznik spustowy, bezpiecznik przed przypadkowym wystrzałem, dekoker, wskaźnik obecności naboju w komorze, wskaźnik napięcia bijnika), a co ważne jest szybki w akcji i celny, na dodatek polecany przez Bonda, Jamesa Bonda... Pogrąża go tylko cena… i nieszczęsne używki z Radomia…                          

 

* Dane o sile spustu na podstawie - S. KOCHAŃSKI "CUDOWNE DZIEWIĄTKI" 1999