SMITH&WESSON MOD. 60

SMITH&WESSON MOD.60

 

            Jeśli ktoś potrzebuje broni do skrytego i ciągłego noszenia, to mod. 60 Chief's Special w kal. 38 ze stajni S&W będzie jednym z najlepszych wyborów. Produkowany od 1965 roku  jako pierwszy rewolwer S&W ze stali nierdzewnej sprzedaje się nadal znakomicie. To chyba też jedna z najbardziej udanych konstrukcji łącząca niezawodność, żywotność, małą masę i celność. Poza tym to po prostu zgrabny i piękny gadżet, w którym zakocha się i prywatny łaps, i tajniak ze służb jej królewskiej mości, i szara gospodyni domowa… Na marginesie amerykańskie badania rynku z końca lat 80 - tych udowadniają, że małe rewolwery obronne o wysokiej jakości estetycznej są preferowane właśnie przez kobiety. Mod. 60 to jednak - przede wszystkim - skuteczna deska ratunkowa, a bęben, mimo że pięciokomorowy w zupełności wystarczy do sprawnej defensywy. Oczywiście po wyposażeniu go w odpowiednią amunicję…

             Czerstwa 60 - tka to świetna broń. Do testów dostaliśmy model z 1970 r. oznaczony po prostu jako mod. 60 bez dodatkowego sufiksu, czyli produkowany do 1972 roku z półokrągłą rękojeścią typu round butt. Prezentowany rewolwer zachował znakomitą jakość i bardzo dobrą celność. W typowym dla samoobrony dystansie 7-10 metrów większość użytkowników osiągnie zadowalające wyniki, na dodatek strzelając wyłącznie z samonapinania, instynktownie i z jednej ręki. Przyrządy celownicze są poza tym szczątkowe – krótka, półokrągła, 4 milimetrowa mucha osadzona na solidnej rampie i niska, wąska 2 milimetrowa szczerbina wycięta w kanale szkieletu. To typowa broń defensywna pozbawiona zbędnych punktów zaczepień. Poza jednym, i ten punkt należałoby raczej zmienić. Kurek…  raz, że trochę za lekki, dwa, że czasem czepliwy. Przydałby się typowy młotek bez ostrogi. Z tej broni i tak nie strzela się zbyt często z napiętego kurka.

            Na marginesie firma oferuje kilka rodzajów kurków, również pokrewne modele pozwalają na dobór odpowiedniej masy, szkieletu, wykończenia, rodzaju chwytu, np. 640 Centennial DAO z zakrytym kurkiem, 640 z kompensatorem podrzutu, oksydowany mod. 36, mod. 37 na lekkim szkielecie, nowsze mod. 60 przystosowane do naboju Magnum, itp.

                Szkielet naszego Smitha to znany J-frame, czyli lekka rama do kalibru 38 Special. Subiektywnie w zupełności wystarczająca, dająca większe zaufanie niż współczesne ramy ze stopów lekkich w rewolwerach typu AIRLITE/AIRWEIGHT. 650 g to jednak  niemało jak na takiego liliputa, stąd nowocześniejsze ramy cieszą się równie dużą popularnością. Ze stalowego mod. 60 strzela się jednak bardzo przyjemnie, szczególnie że nasz egzemplarz był zaopatrzony w rewelacyjne gumowe okładki amerykańskiego Pachmayr’a. To doskonały wyrób, który pochłania dużą ilość energii odrzutu, daje pewne oparcie dłoni i niepowtarzalny, bojowy wygląd broni. Szkoda, że w naszym kraju Hogue i Pachmayr stanowią produkty z pogranicza marzeń zza bajkowego oceanu. Polski rynek broni palnej jest bardzo przeciętny, skazani jesteśmy najczęściej na szrot z zagranicy, o niewiadomej historii, bez oryginalnych dokumentacji, pudełek, magazynków, szczerbin, itd. Akcesoria do rewolwerów są zupełnie niedostępne, a sprzedawcy najczęściej otwierają oczy ze zdziwienia, kiedy zadaje się te trudne pytania o speedloadery, jetloadery, rollpiny, zamienne muszki, kurki, rubber gripsy, moonclipsy, Hydrashocki, RIP-y i wiele innych… A szkoda, bo nabywców by na pewno nie brakło.

            Nasza 60 – tka ma lufę 1,875 cala, czyli ok. 47 mm, pięciokomorowy bęben, ok. 170 mm długości wraz z chwytem, ok. 120 mm wysokości. Rewolwer jak na 45 latka zachował świetną kondycję. Jak wszystkie Smithy ma rewelacyjny spust, zarówno w systemie DAO jak i SA. Nie jest jednak wszystkożerny, twarde spłonki FMJ – otów S&B nie odpaliły trzykrotnie. Wadcutter nie odpalił raz, za to wszystkie półpłaszcze typu XTP z wgłębieniem wierzchołkowym z firmy Hornady odpalały znakomicie (kopie jednak okrutnie). Należy zaznaczyć, że niezbicie spłonki w rewolwerze nie skutkuje pozbyciem się amunicji z bębna. W kolejnym cyklu obrotu cylindra każda z niezbitych spłonek odpaliła. Podsumowując, do lekkiego kurka należy dostosować amunicję.

          Ciekawostka - trafienie w dwie deski sosnowe o grubości 1 cal każda spowodowało, że pocisk XTP przebił obie, zatrzymał się na ograniczającym penetrację grubym klocku sosnowym, jednak nie rozpłaszczył się i zachował się jak FMJ. Strzelano z odległości 5 metrów. Na pocieszenie pozostaje fakt, że ten sam pocisk z 4 – calowej lufy mod. 67 zachował się identycznie, z nieco wiekszą przebijalnością. Pociski te nie grzybkują w twardym materiale (fot. pon. - pocisk pierwszy i drugi od prawej to 38 Special XTP z mod. 60 i 67/ a od lewej półpłaszcz 357 Magnum, lufa 2 i 3/4 cala oraz XTP Luger, lufa 120 mm). Dla porównania testujący ostrzelał również miękki blok plastelinowy i ten sam pocisk rozpłaszczył się znakomicie, penetrując ok. 10 -12 cm. Otwór wlotowy w bloku miał niewiele ponad 10 mm, jednak kanał trwały wewnątrz rozrósł się do ok. 4 cm. Pocisk grzybkował i rozsypał się na 5 - 6 części pochodzących z materiału wierzchołkowego. XTP jest rewelacyjnym pociskiem do samoobrony, skuteczny i nierykoszetujący, z kontrolowaną fragmentacją.

             Kolejna ciekawostka dotyczy odpowiedzi na, wydawałoby się dość naiwne pytanie rzucone w eter na strzelnicy klubowej: " Czy pocisk tarczowy do wycinania "koniczynek" typu WADCUTTER może od biedy posłużyć do obrony?". Testujący metodą chałupniczą nawiercił na wierzchołku otwór o średnicy 4,5mm i głębokości 2,5 mm, tworząc prowizoryczne HP i efekt był porażający. Nawet powolne WC przekonstruowane "na kolanie" jest w stanie przerżnąć blok miękki na głębokość 9 -10 cm i utworzyć kanał trwały o średnicy 3 cm, odkształcając się w 1,5 centymetrowy ołowiany placek... Podsumowując, dywagacje ołowiane, czyste "plumbum" z dziurą wierzchołkową robi też niezłe "bum" poza tarczą. Trzeba mu tylko trochę pomóc... (to oczywiście informacja o wartości "deska ratunkowa", co złego to nie my!).

           Do tarczy na 15 metrów najlepiej sprawdzają się pociski WC, nie męczą i są celne, dobre do szkolenia. Do testu zużyto ok. 100 nabojów różnego typu (głównie WC). Intensywny ostrzał pociskami WC spowodował mocne odłożenie się ołowiu w lufie. Zalanie lufy Brunoxem czy innym czyścidłem i polerka szczotką miedzianą usunęły ołów. Broń pozostaje w doskonałej kondycji. Nie ma luzów na bębnie, mechanizmy są sprawne, listwa wewnętrznego bezpiecznika działa prawidłowo, rewolwer nosi jedynie ślady otarć i zadrapań. Broń została zakupiona w tarnobrzeskim Astroclassicu (miała trochę problemów z obrotem bębna, ale po gruntownym czyszczeniu, rozłożeniu do zera i przesmarowaniu, odzyskała dawną jakość).

            Smithów mod. 60 można spotkać kilkanaście odmian, na przełomie półwiecza eksperymentowano ze wzmocnionym szkieletem do 357 Magnum, wykończeniem, poprawiano pracę mechanizmów, ulepszano przyrządy celownicze. Uzyskano świetną broń z doskonale pracującym mechanizmem spustowym, niezawodną, wyważoną i doskonale wyglądającą. Czego chcieć więcej od kategorii rewolwerów kieszonkowych w amerykańskiej literaturze znanych jako snubnose?